Kategorie: Wszystkie | robótki | rower
RSS

rower

piątek, 25 września 2009

Maja Włoszczowska ma srebro!!!!!!

Z lekkim poślizgiem o tym piszę nie zmienia to faktu, że pojechała rewelacyjnie na Mistrzostwach Europy w maratonie mtb w Estonii! 
Przed dwoma tygodniami, ze względu na poważny upadek na treningu Maja nie mogła walczyć o upragnioną tęczową koszulkę Mistrzyni Świata w XC. Nieprawdopodobnie szybko wracała do zdrowia, a gdy zobaczyłam ją na lotnisku po powrocie z Canbery nie mogłam uwierzyć, że jeszcze 4 dni temu jej twarz była tak pokiereszowana, że jej trener miał trudności by ją poznać. Jest mocna, cholernie mocna!

Jej trener A. Piątek pozwolił Majce na start, bo ona już nie mogła usiedzieć w miejscu, a że trasa w Estonii była bezpieczna, to nie bał się o kontuzję Majki, miała przecież jechać treningowo. I tak pojechała, że stanęła na podium!!! Tuż za legendarną Norweżką Gunn Ritą Dale, która po urodzeniu dziecka wraca do kolarstwa górskiego. Brawoooooo Maja:)) 

fot. A. Piątek

czwartek, 24 września 2009

Zdobyłam koszulkę 100 proc. mountain bikera!


Istebna znana jest z najpiękniejszych i najtrudniejszych górskich szlaków rowerowych w naszym kraju. Tu jeździ się we wszystkie strony świata, przez polskie, czeskie i słowackie pogranicze.

Trasa wyjątkowo przypadła mi do gustu, niektóre szlaki zapierały dech w piersiach. Mieliśmy do pokonania kilkadziesiąt kilometrów po szczytach Beskidu Śląskiego. Przejeżdżaliśmy go raz od słowackiej, raz od czeskiej, to znowu od polskiej strony. Ja na Słowacji zabawiłam nieco dłużej, bo zgubiłam trasę i wylądowałam na jakiejś stacji kolejowej, gdzie kolarzy górskich nikt nie widział:) Po pół godzinie poszukiwań na szlaku górskim udało się wjechać z powrotem na trasę, chociaż tu właściwiej byłoby powiedzieć wejść.

I faktem jest, że kolarz górski traktowany jest tu w szczególny sposób. Na trasie spotykaliśmy kibiców, dzięki nim niejeden z nas w połowie dystansu podjechał kilkusetmetrowy, stromy podjazd. Zaraz po przejechaniu granicy słowacko-polskiej stała świetnie zorganizowana grupa dzieci, która podawała wodę ze studni nadjeżdżającym kolarzom. W innym miejscu grupa przedszkolaków z mamą biegała z okrzykami „tempo, tempo”. Niektórzy bikerzy załapali się nawet na słowackie piwo od grillujących tuż przy trasie wczasowiczów.
 

Ale jeden kibic wzbudził szczególny podziw. Emeryt rowerzysta, co jakiś czas pojawiał się po kolejnym ciężkim podjeździe na trasie i nieubłocony, niezmęczony z szerokim uśmiechem wspierał wycieńczonych coraz bardziej maratończyków. Ktoś z nas krzyknął „ człowieku jak ty to robisz?” Uspokoił nas mówiąc, że porusza się skrótami, żeby zdążyć nam pokibicować.


Dojechałam do mety i mogłam założyc koszulkę 100 proc. mountain bikera, mimo, że pokonanie 51 km zajęło mi 5 i pół godziny:)

Ale dumą napawa mnie zupełnie co innego:

- to pierwszy mój cykl maratonowy w życiu,

- znalazłam się w pierwszej 10. klasyfikacji generalnej cyklu w kat. K3,

- i czasami udało mi się przyjechać przed kolegami z teamu, z akcentem na "udało".


Gdyby ktoś mi to powiedział rok wcześniej uznałabym go za wariata. A tak, apetyt rośnie. Chciałabym kiedyś:

- przejechać etapówkę,

- przejechac maraton z moimi dziećmi:)),

- zaszczepić pasję rowerowej przygody u innych, rodzina to kupiła, w planie atak na znajomych:)

A teraz idzie czas na druty, może wreszcie skończę sweter rzucony w kąt:))))



 

na jednym z łatwiejszych podjazdów...

świetni kibice...

i gdzieś na trasie.

środa, 16 września 2009

Maraton z czarownicami

To był maraton ze smaczkiem. Ciekawa trasa z karkołomnymi odcinkami w kamieniołomie Wietrznia, malownicze singieltracki, trochę błota, trochę piachu i kąpiel w lodowatym strumieniu sprawiły, że natychmiast wpisałam maraton Świętokrzyskiej Ligii Rowerowej do imprez, które należy odwiedzić w przyszłym roku.

Ostatnio nie dbałam o swojego czarnego rumaka i się na mnie zemścił. Zawsze tak jest kiedy tylko poczuje, że nie zwracam na niego uwagi. No i tym razem nie działały przerzutki, więc na wielu podjazdach trzeba było wbiegać z rowerem na plecach. Wtedy obiecywałam sobie, że już zawsze "do stajni" odstawiać go będę czystego i dobrze nasmarowanego:))

A kolega za to urwał wózek (ostatnie 10 km jechał bez łańcucha), ale znalazło się dwóch zawodników, którzy doholowali go do mety. Jak potem przyznał czuł się jak w Krainie Jaskiniowców, kiedy na podjazdach zespół holowniczy dopychał go, aby siłą rozpędu zdołał podjechać pod kolejne wzniesienie. A to wszystko przez 13-tego i kieleckie czarownice. Przygód nie brakowało, a właśnie dlatego wsiadam na rower!

I mój maratonowy medal z czarownicą:)

środa, 02 września 2009

Złota mistrzyni - Ola Dawidowicz! Brawooooooooo!

Godzinę temu Ola wywalczyla złoto na Mistrzostwach Świata w Canebrze. Wyścig był bardzo emocjonujący, Ola na zmianę prowadziła ze Szwedką, z którą w lipcu walczyła o mistrzostwo europy. Jechały koło w koło, ale to Ola - w zasadzie od początku - dyktowała w tej stawce warunki! Złoto dla Polski!

fot. A. Piątek

Za kilka dni o tęczową koszulkę Mistrzyni Świata będzie walczyć Maja Włoszczowska. Kciuki w pogotowiu!

środa, 15 lipca 2009

Dwie złote dziewczyny!

Maja Włoszczowska (seniorka) i Ola Dawidowicz (do 23 lat) stanęły na najwyższym stopniu podium podczas Mistrzostw Europy w cross country. Mamy dwa złote medale. Wspaniała wiadomość! więcej

linię mety Maja przeszła z rowerem w górze

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5